Blog > Komentarze do wpisu
Blind Guardian - Beyond the red mirror

Blind Guardian - Beyond the red mirror

Gatunek: power metal
Kraj pochodzenia: Niemcy
Rok wydania: 2015
Wytwórnia: Nuclear Blast

Tytani niemieckiego power metalu z Blind Guardian nieodmiennie każą fanom cierpliwie czekać na nową muzykę. Niemal z zegarkiem w ręku odmierzają cztery, pięć lat pomiędzy kolejnymi pełnowymiarowymi albumami. Słuchając Beyond the red mirror trudno się dziwić takiemu stanowi rzeczy – stworzenie podobnie złożonego i obszernego pod względem ogólnej zawartości dzieła musiało pochłonąć mnóstwo czasu. Na ich nowym krążku wszystkiego jest pełno. Wypchany został po brzegi muzyką, artyści naszpikowali każdy utwór miriadami brawurowych aranżacji, nieoczekiwanych smaczków i bombastycznych zagrywek. Nawet we wkładce do wydawnictwa znajduje się sporo dodatkowej treści, dopełnionej efektownymi obrazami, a całość składa się na dopracowany koncept, nawiązujący do tematyki z Imaginations from the other side.

Przegryzienie się przez Beyond the red mirror wymaga zaangażowania, co jest stosunkowo nietypowym zjawiskiem w przypadku power metalowego wydawnictwa. Album, w wersji limitowanej, uzupełnionej bonusem, trwa ponad siedemdziesiąt minut i nie zawiera, z małym wyjątkiem, ani jednej prostej piosenki. Na szczęście muzycy Blind Guardian prowadzą tę monumentalną opowieść z właściwym sobie mistrzostwem, dbając o to, by rozbuchane, progresywne popisy kompozytorskie równoważyć tradycyjnie już chwytliwymi, epickimi melodiami i wpadającymi w ucho zagrywkami, a wszystko to zamykać w czytelne, strukturalne klamry. Dzięki temu kawałki, których długość oscyluje wokół sześciu, siedmiu minut, takie jak The throne czy Ashes of eternity z powodzeniem skupiają na sobie uwagę słuchacza, który co rusz czarowany pięknymi i zapadającymi w pamięć motywami, bez przerwy oczekuje na to, co będzie dalej.

Strona techniczna płyty prezentuje się wyśmienicie. Z całą pewnością nie można Beyond the red mirror zarzucić monotonii. Numery z grubsza oparte na tradycyjnie galopujących sekcjach i power metalowym riffowaniu – Twilight of the Gods, The Holy Grail i Ashes of eternity zestawione są z rozbujanym Prophecies, progresywnym The throne i spokojniejszym Distant memories. Do tego dochodzą jeszcze podbity elektroniką The ninth wave i urokliwa fortepianowa miniaturka Miracle machine oraz istotne dla całokształtu partie zaproszonych do nagrań orkiestr symfonicznych - budapesztańskiej i praskiej oraz trzech chórów. Niezaprzeczalny trzon zespołu stanowi jednak pracujący na najwyższych obrotach żelazny duet wioślarzy. Żywiołowe solówki i krótsze, wystrzelające takt za taktem charakterystyczne zagrywki Andre Olbricha iskrzą w każdym utworze, tak jak miało to miejsce od początku kariery Guardianów, zaś riffy Marcusa Siepena wciąż nie straciły ani odrobiny pazura, nawet jeżeli bardziej niż w latach 90. poprzeplatane są technicznymi meandrami. Krótko mówiąc, panowie prezentują doskonałą formę, a do tego słychać, że poświęcili mnóstwo uwagi, by dopracować każdy detal swoich partii.

Osobny akapit należy się genialnemu jak zwykle Herr Kürschowi, którego umiejętności i charyzma nieodmiennie leżą poza zasięgiem ogółu konkurencji. Na Beyond the red mirror nie brak momentów wokalnie olśniewających – Prophecies, The throne, The Holy Grail i Miracle machine zawierają zdecydowanie najjaśniejsze z nich, czasem agresywne, czasem podniosłe lub delikatne. Jeśli jednak miałbym się czepiać, to odnoszę wrażenie, że nieco częściej niż dawniej zespół ucieka się do aranżacji chóralnych, które nie dają temu wyjątkowemu frontmanowi w pełni wykorzystać posiadanego potencjału i w nadmiarze wypadają dość przewidywalnie.

Blind Guardian zaprezentował mnóstwo rozbudowanego i ambitnego w swych zamierzeniach materiału, lecz niestety, w natłoku zastosowanych środków wyrazu nie uchronił się od niewielkich wpadek. Po pierwsze, podobnie jak w przypadku co najmniej dwóch poprzednich krążków grupy, niedomaga brzmienie. Ścieżki zostały tak zmiksowane, że do bardziej wielowarstwowych aranżacji wkrada się bałagan i hałas. Cierpi na tym choćby At the edge of time, numer najmocniej bazujący na orkiestrze symfonicznej. Druga uwaga dotyczy ponad dziewięciominutowej kompozycji rozpoczynającej krążek – pojawiające się w nej elektroniczne wspomaganie sekcji rytmicznej zabija dynamikę, co dla tak długiego utworu stanowi prawdziwą kulę u nogi. Beyond the red mirror miałby perfekcyjne otwarcie, a także optymalny czas trwania, gdyby skrócić go o tę piosenkę i zacząć z gwizdem od Twilight of the Gods. Brakuje mi również jakiegoś urozmaicenia, rozbicia stawki w okolicy czwartego, piątego kawałka, może podobną do Miracle machine krótką perełką, w miejsce At the edge of time?... Ale to już jest prawdziwe czepialstwo.

Panowie z Blind Guardian nie rozmieniają się na drobne. Nie wydają płyt co dwa lata, nie podążają łatwym szlakiem, śladami krajanów z Grave Digger czy Gamma Ray, nie zadowalają się zaspokajaniem sentymentów słuchaczy gorzej lub lepiej odgrzanymi kotletami z przełomu lat 80. i 90. Kontynuują proces ewolucji, wyznaczony wyraźnie gdzieś w okolicach premiery Imaginations from the other side i najwyraźniej nie zamierzają wracać do formuły kawałków takich jak Valhalla, Majesty albo Welcome to dying, przynajmniej nie w pełni. Cieszy mnie niezmiernie, że wciąż potrafią stworzyć coś nowego i unikalnego, wydać album, który broni się na własnych zasadach, a nie jako, nawet bardzo udana, powtórka z „dawnych dobrych” czasów. Ba, nie tylko się broni, staje w jednym szeregu z ich najlepszymi dokonaniami i zostawia większość współczesnej konkurencji daleko w tyle.

Ocena: 9/10

Twilight of the Gods w Youtube

wtorek, 10 lutego 2015, namtar_of_irkalla

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: