Blog > Komentarze do wpisu
Angra - Secret garden

Angra - Secret garden

Gatunek: progressive / power metal
Kraj pochodzenia: Brazylia
Rok wydania: 2015
Wytwórnia: earMusic

Scena power metalowa zaliczyła w tym roku niezły start – w ciągu miesiąca światło dzienne ujrzały trzy bardzo mocne wydawnictwa, przynależne temu gatunkowi. Jednemu z nich poświęciłem poprzednią recenzję, drugie to właśnie Secret garden, o trzecim zaś postaram się napisać, gdy wystarczająco dobrze się z nim zaznajomię i wyrobię sobie na jego temat ostateczną opinię.

Angra jest, obok Sepultury, sztandarowym ambasadorem brazylijskiej sceny metalowej, mającym na koncie osiem cieszących się sporym uznaniem pełnych płyt z pogranicza heavy, power i prog metalu, osobiście jednak nie miałem przyjemności zapoznać się z ich dorobkiem sprzed 2010 roku, kiedy to wydali całkiem ciekawy album Aqua. Chwaliłem swego czasu na Irkalli warstwę instrumentalną tamtego krążka, przy okazji krytykując wokalistę, którego kiepska forma podcinała skrzydła muzyce. Od razu zaznaczę, że tym razem podobnym problemem nie ma się co się przejmować, bowiem na Secret garden za mikrofonem gości sam Fabio Lione, powszechnie znany z Rhapsody of Fire. Choć nie należy on do czołówki moich ulubionych wokalistów, a stosowana przezeń operowa emfaza w dużych ilościach nie do końca do mnie przemawia, nie mogę powiedzieć złego słowa o jego wkładzie w muzykę Brazylijczyków. Co więcej, wolę styl jaki prezentuje na nowym stanowisku od jego tradycyjnej roboty w macierzystym bandzie – tutaj zdaje się bardziej zróżnicowany i powściągliwy.

Zestaw piosenek na Secret garden jest urozmaicony, a bogaty wachlarz środków wyrazu, stosowanych przez instrumentalistów sprawia, że każdy niemal utwór potrafi zaskoczyć czymś nowym. Są tu radosne, napędzane powerowymi riffami galopady, które pasowałyby do Winterheart’s guild Sonaty Arctiki (Black hearted soul, Perfect symmetry), są i mroczniejsze, cięższe akcenty (Violet sky, Crushing room ze świetnym śpiewem Doro). Angra świetnie odnajduje się też w stricte prog metalowych klimatach bardzo dream theaterowskiego Storm of emotions, rushowatego Upper levels oraz genialnego Synchronicity II, oryginalnie wykonywanego przez The Police. Utwór tytułowy niestety przekracza moją tolerancję na cukier - to klasyczna słodka, prog rockowa ballada z klawiszowo-symfonicznym podszyciem i gościnnym występem Simone Simons za mikrofonem. Drugi łagodny numer, serwowany na pożegnanie Silent call, z bluesowo-folkowym chórem i wokalem Rafaela Bittencourta, nieco bardziej mi pasuje. Wszystkie kompozycje zbudowane zostały na wyrafinowanym kręgosłupie rytmicznym, przydającym albumowi technicznego charakteru. Praca sekcji lśni najjaśniej we wspomnianym Upper levels, doskonale wypada również Newborn me z wstawkami flamenco, ale co do zasady nie ma na Secret garden piosenek, które nie zwracałyby w tej sferze uwagi ciekawymi patentami.

Angrze nie można odmówić ambicji popartych dużą dozą profesjonalizmu. Secret garden, jak należało w związku z tym założyć, okazał się bardzo dobrym, satysfakcjonującym albumem, właściwie, poza przesłodzonym numerem tytułowym, nie mającym słabych stron. Mimo tego brak mu jakiegoś pierwiastka geniuszu, bądź wyjątkowej oryginalności, mogących potencjalnie wywindować go na pułap arcydzieła, a spora rozpiętość stylistyczna, choć cieszy ucho w poszczególnych kawałkach, powoduje pewną niespójność całokształtu i w niewielkim stopniu odbiera mu duszę. Black hearted soul, Violet sky i Silent call w zestawieniu brzmią niemalże jak piosenki trzech różnych zespołów! Nie chciałbym jednak, aby te niewielkie zastrzeżenia, stanowiące raczej wyraz nadziei na przyszłość, niż rzeczywistą krytykę, odwiodły kogokolwiek od sięgnięcia po najnowszy krążek Brazylijczyków. Dla fanów melodyjnego metalu Secret garden to bez dwóch zdań jazda obowiązkowa.

Ocena: 8/10

Newborn me w Youtube

wtorek, 17 lutego 2015, namtar_of_irkalla

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: