Blog > Komentarze do wpisu
Podsumowanie roku: Top 10 płyt 2014

Oj, późno zabrałem się tym razem za preparowanie muzycznego podsumowania roku. Wynikło to z faktu, że do ostatniej chwili uzupełniałem płytowe zaległości o pozycje, z którymi planowałem porządnie się zapoznać przed ułożeniem finalnej listy. Ostatecznie posłuchałem wszystkiego, czego chciałem posłuchać (przez mój odtwarzacz przewinęło się w ciągu minionych dwunastu miesięcy około 150 premierowych tytułów), a najlepsze co według mnie A.D. 2014 miał do zaoferowania przedstawiam poniżej:

1. PrimordialWhere greater men have fallen

Primordial - Where greater men have fallen

Gatunek: pagan metal
Kraj pochodzenia: Irlandia
Wytwórnia: Metal Blade Records

Irlandczycy jak zwykle okazali się bezkonkurencyjni – Where greater men have fallen to kolejna wspaniała płyta w ich dorobku. Pomiędzy tradycyjne już hymny, takie jak kawałek tytułowy, powolny Babel’s tower lub genialny Wield lightning to split the sun, Primordial wplótł kilka różnorodnych inspiracji, czy to klasycznym doomem w Ghost of the Charnel House, czy chaotyczną, postową dekadencją w The alchemist’s head. Prawdziwym ekstremalnym arcydziełem jest blackowy huragan w postaci The seed of tyrants. Wszelkie stylistyczne wycieczki oprawione zostały w znajome ramy historycznego zaangażowania i gorzkiej refleksji nad kondycją cywilizacji, jak zwykle inteligentne i chwytające za gardło. Po kilku tygodniach słuchania tego krążka zdecydowałem, że nie może być innego numeru jeden w tegorocznym podsumowaniu.

Z cyklu “Piosenki roku”: Wield lightning to split the sun

link do youtube

+ + +

2. Darkest EraSeverance

Darkest Era - Severance

Gatunek: heavy metal
Kraj pochodzenia: Wielka Brytania
Wytwórnia: Cruz Del Sur

Pozostajemy w wyspiarskich klimatach – drugie miejsce przypadło pochodzącemu z Irlandii Północnej Darkest Era. Zwróciłem na nich uwagę już przy okazji poprzedniego albumu, ale wówczas jeszcze mnie nie kupili. W przypadku Severance wszystkie klocki wskoczyły na swoje miejsce i powstała wyjątkowa mieszanka, co najważniejsze, ujęta w formę genialnych piosenek. Jest to wypadkowa pogańskiego, celtyckiego klimatu, heavymetalowej przebojowości spod znaku Iron Maiden i doomowego ciężaru kojarzącego się z Solstice, a może z Argus... Nad wszystkim góruje wspaniały, potężny głos wokalisty, umiejętnie wykorzystany w podniosłych refrenach. Nie ukrywam, że Panowie i Pani z Darkest Era zaskoczyli mnie tą płytą – sięgnąłem po nią z ociąganiem i bez zbytniej nadziei, a okazała się jednym z najciekawszych i najbardziej solidnych wydawnictw minionego roku.

Z cyklu “Piosenki roku”: Trapped in the hourglass

link do soundcloud

+ + +

3. Dread SovereignAll hell’s martyrs

Dread Sovereign - All hell's martyrs

Gatunek: doom metal
Kraj pochodzenia: Irlandia
Wytwórnia: Ván Records

Choćbym chciał, nie uda mi się wyprzeć mojego ogromnego uznania dla większości kawałków sztuki autorstwa A. Averilla. Wydanie debiutanckiego krążka przez Dread Sovereign było więc dla mnie oczywistą gratką. Okazało się, że trio złożone ze wspomnianego wokalisty, bębniarza Sol Dubha (obaj znani z Primordial) oraz wioślarza imieniem Bones doskonale poradziło sobie na doomowym poletku i wniosło na tę popularną ostatnimi czasy, upaloną i trochę już zmanierowaną scenę powiew stęchłej, zgorzkniałej nieświeżości i szczerego ponuractwa. Przy okazji udało im się napisać jedną z bezsprzecznie najlepszych piosenek minionego roku: Thirteen clergy.

Album ten recenzowałem na łamach Irkalli tutaj.

Z cyklu „Piosenki roku”: Thirteen clergy

link do youtube

+ + +

4. SólstafirÓtta

Solstafir - Otta

Gatunek: post metal
Kraj pochodzenia: Islandia
Wytwórnia: Season of Mist

Tą płytą kwartet z Islandii wdarł się do świadomości niespodziewanie szerokiego audytorium. Jakże zdziwiłem się, widząc podczas jednego z ich tegorocznych koncertów wypełnioną po brzegi salę i to słuchaczami, którzy na pierwszy rzut oka nie skojarzyliby mi się z metalowym środowiskiem. Faktem jest, że w wywodzącej się z blackowej estetyki muzyce Sólstafir metalu ostało się jak na lekarstwo, a podczas owego koncertu próżno czekałem na kawałki choćby z Köld. Niemniej jednak, nie samą ekstremą człowiek żyje, a Ótta to przepiękny album, który w pełni zasłużył na wszelki aplauz jaki otrzymuje. Poszczególne utwory, choć naszpikowane shoegaze’owymi odjazdami, cieszą bogactwem zapadających w pamięć motywów i dynamicznych zwrotów, a zebrane tworzą imponującą, koncepcyjną całość, która płynnie przechodzi od onirycznych pejzaży (Ótta, Lágnætti) przez bardziej energetyczne rockowe numery (Miðdegi, Nón), na powrót do letargicznych plam w swych ostatnich minutach (Miðaftan) i pełna jest namacalnej wręcz, niesamowitej atmosfery. Niezwykle dojrzałe dzieło.

Z cyklu “Piosenki roku”: Ótta

link do youtube

+ + +

5. MastodonOnce more ‘round the Sun

Mastodon - Once more round the sun

Gatunek: groove metal
Kraj pochodzenia: USA
Wytwórnia: Reprise Records

Mastodon kroczy swoją ścieżką ewolucji, z jednej strony coraz bardziej oddalając się od kudłatych, prymitywnych i brutalnych, groove metalowych stomperów w klimatach Remission i Leviathan, z drugiej zaś porzucając przesadnie progresywne kompozycje, wypełniające krążek Crack the skye. Wydany w 2011 roku The hunter okazał się zdecydowanie bardziej piosenkowy i lekkostrawny, niż ich poprzednie dokonania. Once more ‘round the sun, choć wciąż bardzo przebojowy w swym charakterze, inkorporuje więcej gęstych, technicznych zagrywek i trudniejszych w odbiorze patentów, dzięki czemu zyskuje na kolorycie i bliżej jest mu do Blood mountain – mojego ulubionego albumu w dyskografii Amerykanów. Tak więc, obok imprezowych, lecz w żadnym razie nie banalnych kawałków, takich jak singlowe High road i opatrzone prowokującym klipem The motherload, znajdują się ciekawsze kąski w postaci Ember city, dziwacznego Aunt Lisa czy psychodelicznego Asleep in the deep. Wśród rzesz zespołów, które budują scenę metalową XXI wieku, Mastodon wciąż stanowi ścisłą czołówkę – wyznacza standardy. Once more ‘round the Sun jest kolejnym tego świadectwem.

Z cyklu “Piosenki roku”: Ember city

link do youtube

+ + +

6. Dark FortressVenereal dawn

Dark Fortress - Venereal Dawn

Gatunek: melodic black metal
Kraj pochodzenia: Niemcy
Wytwórnia: Century Media

Niemcy z Dark Fortress tworzą ciekawą muzykę z pogranicza black metalu już od kilku ładnych lat. Venereal dawn wywołuje u mnie skojarzenia z duchem europejskiej sceny ekstremalnej lat 90. Mam na myśli to, że kwintet z Bawarii nie boi się z jednej strony chwytliwości, charakterystycznej dla kapel takich jak Moonspell, Samael czy stary Tiamat, z drugiej zaś, podobnie jak niegdyś one, eksperymentuje z formą nie tracąc z oczu atrakcyjności kompozycji. Dorzuca podszytą elektroniką, gotycką rytmikę w genialnym Luciform, muzyczne arabeski i celtic frostowskie walcowanie w On fever’s wings albo akustyczną degrengoladę w The deep, zachowując ostatecznie paskudną i bezsprzecznie złą aurę, dzięki której materiał w najmniejszym stopniu nie wypada plastikowo. W dobie królującego post metalu i retro dooma Venereal dawn wypada dość niemodnie i choćby z tego powodu prawdopodobnie pozostanie niezauważonym, a szkoda...

Z cyklu “Piosenki roku”: Luciform

link do youtube

+ + +

7. FalconerBlack moon rising

Falconer - Black moon rising

Gatunek: heavy/power metal
Kraj pochodzenia: Szwecja
Wytwórnia: Metal Blade Records

Falconer to moje tegoroczne odkrycie. Nie sięgnąłem nigdy wcześniej po muzykę tego zespołu, snując niejasne domysły, że jest to podrzędny szwedzki, cukierkowy folk/power. W istocie, niezaprzeczalnie jest to szwedzki folk/power, ale nadrobiwszy zaległości i przesłuchawszy konkretną część ich dyskografii, nie określiłbym go cukierkowym, a już na pewno nie podrzędnym. Twórczość tej założonej przez byłych członków viking blackowego Mithotyn kapeli stanowi jeden z najjaśniejszych przykładów konsekwentnie solidnego grania, a Black moon rising dobitnie potwierdza ten status. Krążek zawiera jedenaście świetnych kompozycji, utrzymujących równy, bardzo wysoki poziom i nacechowanych fajną, hard rockową nośnością i żywiołowością. Za pomocą oszczędnej palety środków wyrazu Falconer skutecznie tworzy folkowy klimat swoich kompozycji. Nie uświadczymy tu żadnych ludowych instrumentów, a nawet klawiszy – tylko czysty, szorstki heavy metalowy skład, umiejętnie wplatający w swoje partie tradycyjne inspiracje, przejawiające się w specyficznej melodyce riffów, solówek i godnych minstrela wokali, raz po raz kojarzących się z odpowiednio cięższą wersją dokonań Iana Andersona z Jethro Tull.

Z cyklu “Piosenki roku”: There’s a crow on the barrow

link do youtube

+ + +

8. Nux VomicaNux Vomica

Nux Vomica - Nux Vomica

Gatunek: melodic death metal
Kraj pochodzenia: USA
Wytwórnia: Relapse Records

Obecność Nux Vomica w tym zestawieniu jest dla mnie jedną z największych tegorocznych niespodzianek. Bez zbędnych wstępów, to po prostu zajebista płyta, stylistycznie plasująca się gdzieś pomiędzy melodyjnym deathem a crust punkiem, w progresywnym wydaniu. Coś jak melodeathowy odpowiednik Nachtmystium z czasów pierwszego Black meddle. Krążek zawiera trzy rozbudowane kompozycje, z których każda jest podróżą przez pozbawione nadziei głębiny ludzkiej marności – nałogi, fobie i przytłoczenie przez rzeczywistość w świecie nieuchronnie staczającym się ku katastrofie. Utwory pulsują gniewem, nieustannie się zmieniają, czają się chwilę, by eksplodować z niepohamowaną gwałtownością, naszpikowane ciekawymi pomysłami i mnóstwem doskonałych riffów. Kiedy oczy całej metalowej sceny zwrócone były ku premierze nowego albumu At The Gates, poniekąd pokrewnego w swym charakterze, bez porównania ciekawszy materiał nieomal przeszedł bez echa.

Z cyklu „Piosenki roku”: Choked at the roots

link do bandcamp

+ + +

9. EmptinessNothing but the whole

Emptiness - Nothing but the whole

Gatunek: post black metal
Kraj pochodzenia: Belgia
Wytwórnia: Dark Descent Records

Nothing but the whole to niezwykle wciągająca i sugestywna wycieczka w głąb koszmaru, zaczynająca się już od dziwnie niepokojącej okładki. Panująca na tym albumie atmosfera poraża, ale nie byłoby dla niego miejsca w szeregu dziesięciu wybrańców, gdyby nie garnitur mistrzowsko skomponowanych utworów. Próżno szukać wśród nich słabych momentów – od poprzedzonego wstępem, wwiercającego się w świadomość, hipnotyzującego kawałka tytułowego, przez skradający się, post punkowy All is known, zderzony z sadystycznym industrialem Tale of a burning man, po brutalnie urwany Lowland, każda piosenka pulsuje grozą, jednocześnie przykuwając uwagę mnogością smaczków. Belgowie rozwinęli swoje unikalne przestrzenne brzmienie, podkreślone przez cedzony przez zęby warkot wokalisty i wpuścili do kompozycji więcej powietrza. W 2014 roku światło dzienne ujrzało kilka płyt utrzymanych w zbliżonej estetyce powolnego quasi-blacku, choćby Savage gold Tombs, Death mask Lord Mantis, czy III Twilight, jednak dzieło The Emptiness ma w sobie dużo więcej oryginalności i ostatecznie trudno mi się od niego uwolnić, podczas gdy o pozostałych trzech przed chwilą wymienionych już dawno zapomniałem.

Z cyklu “Piosenki roku”: Nothing but the whole

link do youtube

+ + +

10. Septicflesh Titan

Septicflesh - Titan

Gatunek: symphonic death metal
Kraj pochodzenia: Grecja
Wytwórnia: Season of Mist

Septicflesh ma swoich zagorzałych zwolenników, jak i zaciętych wrogów, a Titan, jako konsekwentna kontynuacja drogi obranej przez muzyków na Communion, podzielił, zdaje się, obie grupy jeszcze bardziej niż poprzednie ich dokonania. Panowie Spiros, Sotiris i Christos poszli na całość, ponownie zaprzęgli do sesji Praską Orkiestrę Symfoniczną i stworzyli dzieło, w którym tuby, trąby, wiolonczele, kotły et cetera, współgrają na równych prawach z brutalnym atakiem death metalowego instrumentarium. Dla mnie ten krążek to strzał w dziesiątkę – absolutnie nie zgadzam się z twierdzeniem, że metal powinien trzymać się z dala od filharmonii, bo dobrze skomponowany, przemyślany mariaż ekstremy z muzyką poważną, a z takim mamy do czynienia w wypadku Titan, potrafi wypaść doprawdy powalająco. Do moich ulubionych kawałków należą opatrzona niepokojącymi wstawkami rogów, wionąca mroczną aurą Dogma, Prototype, brzmiący momentami jak gdyby Ryszard Wagner napisał ścieżkę dźwiękową do Psychozy oraz numer tytułowy z błyskotliwym połączeniem prostego, efektywnego karabinowego riffu z piękną grą smyków, spuentowanym niesamowitym występem chóru w refrenie.

Z cyklu „Piosenki roku”: Dogma

link do youtube

+ + +

Muszę przyznać, że na dobiegu odpadło kilka tytułów, które w bardzo niewielkim stopniu ustąpiły pola tym ostatecznie wybranym. Zdecydowanie warto zwrócić na nie uwagę, potraktuję je więc jako miejsce jedenaste ex aequo:

Voices – London. Szalony, awangardowy black-death w wykonaniu byłych członków nieodżałowanego Akercocke, minus Jason Mendonça. Chyba jeszcze bardziej popieprzona muzyka, niż dokonania ich macierzystej kapeli.

BehemothThe Satanist. Kawał zajebistego behemothowego napierdalania, z lekkim zwrotem ku blackowi. Szkoda, że otoczka robi się coraz bardziej naiwna… Habemus Satanas (…) Phallus Dei, (…) Viva blasphemia! Pewnie, ale czemu tak na poważnie?!

FallujahThe flesh prevails. O Fallujah dużo się pisało w ubiegłym roku. Istotnie, Amerykanie wypuścili bardzo ciekawy materiał – bezkompromisowy, techniczny death metal, zestawiony z przepięknymi, delikatnymi partiami gitary wiodącej. Brzmienie niestety trochę kładzie tę muzykę, sprowadza bowiem wyrafinowane kompozycje do poziomu subtelności młota pneumatycznego.

1349Massive cauldron of chaos. Naprawdę solidna płyta wyszła Ravnowi, Frostowi i spółce, po średnich Demonoir i Revelations of the black flame. Prawie black thrashowa. Postmortem nie tylko z tytułu kojarzy się ze Slayerem  - siecze również podobnie. Nie inaczej ma się sprawa z Mengele’s lub Exorcism. Z bardziej klimatycznych numerów zdecydowanie warto posłuchać kończącego album Godslayera i singlowego Slaves.

In flamesSiren charms. Chyba nikt już nie traktuje In Flames w kategoriach zespołu metalowego? Szwedzi zaserwowali na Siren charms zaskakująco fajne, rozrywkowe, hard rockowe numery. Refreny Everything’s gone, Paralyzed, With eyes wide open i Monsters in the ballroom za nic nie chciały się ode mnie odczepić w okolicach jesiennych miesięcy.

czwartek, 15 stycznia 2015, namtar_of_irkalla

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: