Blog > Komentarze do wpisu
Angra - Aqua

Angra - Aqua

Gatunek: progressive / power metal
Kraj pochodzenia:
Brazylia
Rok wydania:
2010
Wytwórnia:
SPV

Wiedziony ciekawością wywołaną bardzo przychylnymi recenzjami w prasie i internecie, sięgnąłem po najnowsze dzieło Brazylijczyków z Angra. Nie mam nic przeciwko dobremu power metalowi, toteż miałem nadzieję że Aqua zapewni mi interesującą wycieczkę w rejony melodyjnego grania, tym bardziej że do nazwy gatunku, którym parają się panowie Bittencourt, Loureiro, Confessori i spółka, zwykło się dopisywać określenie „progresywny”.

Wydawnictwo z 2010 roku to prawie pięćdziesiąt minut technicznego, rozbudowanego kompozycyjnie poweru. Od razu zwraca uwagę oszczędność w zakresie instrumentarium. Jest bardzo tradycyjnie, bez rozbuchanej klawiszowej, czy tym bardziej symfonicznej pompy, jednak to co artyści krzeszą ze swych instrumentów dalekie jest od prostoty. Rytmicznie połamane, choć z zasady nie sprzeciwiające się konwencji gatunku utwory opatrzone są niezwykle ciekawymi zagrywkami, sprawiającymi, iż sztuka Angry naprawdę wciąga. Duet Bittencourt – Loureiro wynajduje co raz to nowe sposoby, by za pomocą samych tylko gitar wprowadzić kolejne smaczki, czy to orientalizujące, jak w pierwszych minutach Awake from darkness, czy przywodzące niemal na myśl twórczość Cynic lub Dysrhythmia w The Rage of Waters. W połowie tego ostatniego pojawia się na przykład bardzo interesujące zwolnienie, ze wspaniałą pracą basu, ponownie niosące gorący powiew pustyni, natomiast klawiszowe podbicie spokojniejszego Spirit of the air sprawia nieco kosmiczne wrażenie. Brawa należą się panom odpowiedzialnym za produkcję Aqua, uwypuklili oni bowiem techniczną stronę utworów, odpowiednio ustawiając brzmienie każdego instrumentu i czyniąc ich partie równo ważnymi, dzięki czemu nadali całości dzieła całkiem wyrafinowany i stylowy charakter.

Niestety, nie wszystkie aspekty albumu zasługują na uznanie. Wadą która mi osobiście mocno przeszkadza w całkowitym przekonaniu się do Aqua jest jej strona wokalna. Edu Falaschi dysponuje bowiem głosem o bardzo przeciętnej barwie i równie kiepskiej skali. Kiedy w tytułowym kawałku, pojawia się okrzyk „Arising thunder”, trudno oprzeć się wrażeniu, że gardłowy z trudem porusza się w wyższych rejestrach i brak mu po prostu mocy, co w połączeniu z rozbrzmiewającym w tym momencie potężnym uderzeniem pioruna wypada wprost żałośnie. Podobne niedociągnięcia kładą się cieniem na odbiorze całości materiału, a pojawiają się niestety zbyt często i są zbyt dojmujące, by techniczne i aranżacyjne wysmakowanie płyty oraz ambitne kompozycje mogły je w pełni zrekompensować. Szkoda, bo oceniona osobno strona instrumentalna krążka otrzymałaby ode mnie zapewne bardzo wysoką notę i naprawdę żałuję, że komplementująca ją warstwa wokalna nie plasuje się na podobnym poziomie – wtedy bowiem bez wahania uznałbym Aqua za wybitną pozycję w swoim gatunku.

Ocena: 7/10

Profil myspace

poniedziałek, 19 września 2011, namtar_of_irkalla

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: