Blog > Komentarze do wpisu
Pathfinder - Beyond the space, beyond the time

Pathfinder - BTSBTT

Gatunek: symphonic power metal
Kraj pochodzenia: Polska
Rok wydania: 2010
Wytwórnia: self-release

Parę lat temu, w szczęśliwych czasach liceum, wzorem wielu młodych metalowców, byłem zdeklarowanym miłośnikiem piewców potęgi smoków, elfów i czarowników oraz rycerzy w lśniących zbrojach ratujących nadobne dziewice. Moje półki z płytami zapełniały krążki Blind Guardian, Helloween, Rhapsody, Hammerfall i im podobnych. Trwało to jakiś czas, po czym albumy te poszły w odstawkę i stopniowo pokryły się kurzem. Dopiero niedawno, z pewnym dystansem, zacząłem wracać do niektórych spośród tych nagrań. Odkurzając te dzieła zdałem sobie sprawę, iż w międzyczasie wyrosło na scenie kilka młodych gwiazd, takich jak szwedzki Sabaton i angielski DragonForce. Obie te kapele sprawiły mi wówczas sporo radości, ale nie to jest tematem niniejszego artykułu – dość powiedzieć, że zwróciły one moją uwagę z powrotem w stronę sceny power metalowej.

Otóż okazuje się, że na naszym, jak dotąd raczej jałowym pod względem podobnych wydawnictw podwórku, powstało zjawisko, które sprawiło, że zbierałem szczękę z podłogi. Twór ów nosi nazwę Pathfinder i jest to kapela parająca się tworzeniem wypasionego, epickiego symfonicznego power metalu z najwyższej kompozytorskiej półki. Każdy element związany z tym ansamblem wyrasta wysoko ponad swój stan. Przepraszam za to sformułowanie, ale bądź co bądź, od jakiegoś czasu mieszkam w Poznaniu, a jeszcze parę tygodni temu nazwa Pathfinder była mi zupełnie obca. Tym bardziej zadziwia mnie Beyond the space, beyond the time wraz z całą swą otoczką. Pełen profesjonalizm na światowym poziomie.

Co do zawartości muzycznej albumu - słyszałem kiedyś określenie Hollywood metal i myślę, że do twórczości Pathfinder pasuje ono jak ulał. Kapela prezentuje długie, rozbudowane kompozycje, wypełnione genialnymi melodiami i masą pełnych zadęcia orkiestracji, które idealnie współgrają z metalowym instrumentarium, chwilowo wyraźnie wychodząc na pierwszy plan. Jest to muzyka wierna tradycji, a jednak w jakiś sposób świeża, kombinująca techniczne galopady w stylu wspomnianego wcześniej DragonForce z epickimi, symfonicznymi aranżami kojarzącymi się z Rhapsody of Fire. Żeby nie było niedomówień, uważam że poznaniacy nieco zawstydzają obie te kapele – na tym koniec porównań.

Mogę z czystym sumieniem przyznać, że nie słyszałem dotąd tak dobrego angielskiego akcentu u polskiego wokalisty heavy metalowego, a nic mnie bardziej nie irytuje w podobnej muzyce, niż kulawa dykcja (np. Crystal Viper). Szymon Kostro, gardłowy Pathfinder, być może nie ma najoryginalniejszej barwy głosu na metalowej scenie, ale jego predyspozycje są imponujące. Od bardzo wysokiego krzyku przechodzi płynnie do niższych rejestrów, zahaczając momentami o bardziej ekstremalne środki wyrazu (są to jedynie smaczki) i kreując całkiem złożone melodie nie tylko zostające na długo w głowie, lecz także okraszone swoistą magią, tak potrzebną w tego typu muzyce. Należy również wspomnieć, iż w kilku utworach wspomaga go wokalnie sopranistka oraz chór, dokładający swoją cegiełkę do ogólnego rozbuchanego charakteru kompozycji.

Instrumentalnie płyta również trzyma bardzo wysoki poziom i jest niezwykle zróżnicowana. Wszelkie zmiany rytmiki oraz galopady przechodzące w bardziej progresywne partie, następują w sposób naturalny, przypominając niekiedy swą strukturą muzykę filmową. Debiut Pathfinder to zdecydowanie gęsty, metalowy materiał, którego tempo jest jednak umiejętnie zbalansowane, przez spokojniejsze fragmenty takie, jak na przykład Undiscovered dreams lub folkowa miniatura Dance of flames. Każdy z utworów kipi technicznymi popisami, których odkrywanie dostarcza dużo przyjemności, zwłaszcza podczas uważnego odsłuchu na słuchawkach. Dzięki wprowadzeniu takich urozmaiceń, Beyond the, space beyond the time, mimo iż trwa ponad siedemdziesiąt minut, nie męczy, lecz wciąga słuchacza w swoją historię.

Krążek poraża pod względem produkcyjnym. Nie chce się wierzyć, że miksów i masteringu dokonano w rodzimym studio w Częstochowie. Życzyłbym sobie i innym fanom metalu, żeby tak brzmiały wszystkie polskie płyty z ekstremalną muzyką. Przy całym rozmachu o którym tak się tu rozpisałem, zadziwia mnie fakt iż Pathfinder wydał swój debiutancki album w pięknym digipacku, własnym sumptem i rozprowadza go jedynie za pośrednictwem internetu. Źródła podają, że japońska edycja ma bonus w postaci coveru Forever Young Alphaville. Zaraz, zaraz... japońska edycja?!?

Beyond the space, beyond the time na pewno nie ma szans zostać moją ulubioną płytą, co nie zmienia faktu iż jest to arcydzieło nieco już pogrążającego się w odmętach zapomnienia gatunku, a ogrom pracy włożony w jego skomponowanie, nagranie i wyprodukowanie nie pozostawia wątpliwości, iż o Pathfinder będzie jeszcze głośno.

Ocena: 9/10

Profil myspace

czwartek, 10 lutego 2011, namtar_of_irkalla

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: